- Bo nigdy nie chodzę na szopki teatralne, przecież o tym wiesz, to dobre dla .

- Wiem. Matka ciągle mi to mówiła. Nie bądź taka przerażona. Uśmiechaj się. - Mocniej objął ją w talii. - Lubię przychodzić do jaskini lwa. Mam w sobie pewną nadprzyrodzoną moc. Wydostanę się stąd, a ty razem ze mną. Po to tu jestem. Wszystko było z góry ukartowane, moja kochana. Munro nałożył ci pętlę na szyję, jako ofiarnemu kozłu. Nie miałaś szans, oni już na ciebie czekali. - Wiem - odparła. - Właśnie dzisiaj włamałam się do ich sejfu i zostałam złapana. Priem ma mnie w ręku, Craig. Opowiedział mi wszystko o Baumie, AnnieMarii, całej tej brudnej historii. Ale teraz jestem już na jego smyczy, rozumiesz? Wie, że zrobię, co mi każe, ze względu na Hortensję. Obserwuje każdy mój ruch. Przestał tańczyć i włożył sobie pod ramię jej rękę. - Wobec tego dajmy mu materiał do przemyślenia. - Zdecydowanie poprowadził ją przez tańczący tłum i dalej na taras. Powietrze było dość chłodne. Z powodu padającego deszczu pozostali pod kolumnadą. - Zachowuj się naturalnie i od czasu do czasu wybuchaj śmiechem - powiedział. - Papieros też poprawi ogólne wrażenie. Zapalił zapałkę, osłaniając ją dłońmi od wiatru. Podniosła głowę i w jej świetle ujrzała silne rysy twarzy Osbourne'a. - Dlaczego, Craig? Dlaczego mi to zrobili?. -Nic podobnego - odparł Bartek, składając porządnie narzędzia i czyszcząc warsztat pracy. - Miał taką nasadkę na to, specjalnie mu ojciec zrobił. A w ogóle mógł to całkiem odkręcać i wtykać zwyczajny parasolowy prztyk, bo było na gwint. Pawełek właśnie stwierdził, że oglądany szpikulec ma drugi koniec nagwintowany. Zachwycił się jeszcze bardziej. - A w ogóle, to ja ci powiem, że on chyba zełgał - ciągnął Bartek tajemniczo. - Bandziory bandziorami, a tak się jakoś przymierzał... Patrzyłem za nim, jak szedł, co tam patrzyłem, nawet lazłem za nim kawałek, nie żeby specjalnie, tylko akurat miałem wracać do domu. Wywijał sobie tym parasolem, podpierał się, rozmaicie, a jak przechodził koło jakiegoś samochodu, jak Boga kocham, mówię ci, tak się jakoś przymierzał do koła. Bliziutko podłaził, po samym krawężniku, spacerkiem, a parasolem, niech pierzem porosnę, o każde koło próbował się podpierać! Pawełek znieruchomiał.. Zawdzięczam - powierzono mi wtedy pracę około wydania tych pism.. Przywiązywali szczególną wagę do faktu formalnego. - Czy mogę wejść? - spytał miękki głos od drzwi. Drgnęła tak gwałtownie, że portret wypadł z jej rąk, a Szerszeń, zbliżył się utykając i podniósł go z podłogi. - Jakże mnie pan przestraszył! - rzekła.. -Nie zdaje mi się. Słyszałaś przecież, dzieci i młodzież z daleka. Przesłuchają tylko dorosłych. Wujka Andrzeja. Rafała, ostatecznie... - Też się obawiam. Ale mogliby chyba powiedzieć coś o przestępcach? Uważam, że powinni. Kim oni są i tak dalej. Pawełek ciągle kręcił głową z powątpiewaniem. Dotychczasowe doświadczenia życiowe mówiły mu, że sprawa nie będzie prosta. Personaliami przestępców policja zbytnio się nie szasta, z niewiadomych powodów ukrywa je starannie. - Też tak pomyślałem w pierwsze) chwili i z rozpędu - mruknął niechętnie. - Ale przypomniało mi się, jak to jest. O poszkodowanych to owszem, dowiemy się wszystkiego. A o przestępcach, też sobie przypomnij, zawsze piszą tylko inicjałami. W prasie na przykład. Niejaki L. O. wypruł flaki Waldemarowi Gronkowskiemu i oderwał ucho jego teściowej, Felicji Wybuch, zamieszkałej na Marszałkowskiej sto jedenaście mieszkania dziesięć. A w telewizji zasłaniają im gęby, żeby przypadkiem kto ich nie rozpoznał. Tych przestępców, znaczy. I teraz będzie to samo, jestem pewien, a mnie oni są potrzebni na wszelki wypadek. - No więc musimy się dowiedzieć jakoś inaczej - zadecydowała Janeczka z wielką stanowczością. - Przemocą albo podstępem. Długo tu będziemy stali? Pawełek oderwał wzrok od fiata ze zdemolowanym tyłem i popatrzył w okno pana Wolskiego. -Zdrowo mu ktoś przyłożył - ocenił z podziwem. - Nie wiem. Chaber mówi, że jest w domu. Poczekamy, aż wyjdzie? - A jak nie wyjdzie wcale? Nie musi wychodzić codziennie. -No to przecież nie pójdziemy go pytać, kiedy wychodzi na spacer! W ogóle kretyńsko stoimy, ktoś powinien patrzeć z drugiej strony. Jedno z nas albo Chaber. - No dobrze, mogę ja. Przynajmniej poczekam na siedząco, bo tam leży dużo skrzynek. A Chaber będzie latał między nami i zawiadomi o wszystkim. Na zapleczu pawilonów handlowych pokłóciły się dwie panie. Jedna miała pretensje do drugiej, druga ostro odpierała zarzuty, a przedmiotem sporu była para kozaczków ze specjalnym haftem. Miała istnieć jakoby tylko w jednym egzemplarzu, tymczasem okazało się, że jeszcze co najmniej dwie osoby posiadają takie samo obuwie, w dodatku kupione taniej w Alejach Jerozolimskich koło "Chinki" Z wielkim zainteresowaniem Janeczka wysłuchała całej awantury, po czym uwagę jej zwróciła na siebie nowa postać. Jakiś człowiek pojawił się na podwórzu, wychodząc z budynku przy Racławickiej, zatrzymał się na moment pod świecącą lampą i popatrzył na zegarek. Rozejrzał się, cofnął w cień i stanął nieruchomo. Nie minęło nawet pół minuty, kiedy z tylnych drzwi budynku przy Olkuskiej wyszedł następny, rozejrzał się również i dostrzegł ruch w ciemnościach. Tamten pierwszy kiwał na niego ręką. Spotkali się akurat obok Janeczki, siedzącej na skrzynce pod ścianą szopy, w najciemniejszym miejscu całego podwórza. Nie mając na razie pojęcia, czego będzie świadkiem i co usłyszy, Janeczka z niepokojem wyobraziła sobie niezmiernie głupią sytuację. Właśnie w tej chwili pan Wolski wyjdzie z domu na tamtą stronę, a po nią przybiegnie Chaber. Ci dwaj zorientują się, że ona tu siedzi... Postanowiła nie pokazywać im się zbyt wyraźnie. Pies potrafi przemykać się w sposób niezauważalny, ona mu nie dorówna, ale spróbuje zerwać się gwałtownie i uciec biegiem, przygarbiona, prawie na czworakach, i nawet jeśli ją zobaczą, nie zdołają później rozpoznać. Nie zastanawiała się, po co jej to krycie się może być potrzebne, ale zdecydowała się na nie błyskawicznie. Na wszelki wypadek. -Co to było? - usłyszała obok siebie cichy głos, gniewny i zimny. - Pułapka - odparł drugi głos, wyraźnie przygnębiony. - Zgadli, czy co... -Dlaczego nie odjechali?. - No dobrze, ale skąd wiedziałaś...? - upierała się Anka..

Kategorie

Dodane

Losowe:

Najlepsze: