nie nie wchodziło w grę ze względu na bezpieczeństwo ludzi uwięzio-nych w ambasadzie. Mijały miesiące. .

. Na danym obszarze żyje więcej niż jeden gatunek organizmów, to mogą zachodzić między nimi różne relacje. Mogą ze sobą konkurować, pożerać się lub w jakiś sposób zyskiwać wzajemnie na swej obecności. Przykładem oddziaływania pierwszego typu mogą być dwa gatunki antylop eksploatujące tę samą równinę. Konkurują one ze sobą, ponieważ trawa zjedzona przez jedne nie może być zjedzona przez pozostałe. Zależność drugiego typu występuje między królikami i kojotami na tym samym obszarze. Gdyby nie kojoty, populacja królików wzrosłaby nadmiernie, lecz z drugiej strony kojoty także nie mogą żyć bez królików. W ten sposób każda populacja reguluje wzrost drugiej. Związki wzajemnie korzystne występują w przyrodzie bardzo rzadko. Jednym z przykładów są rośliny kwiatowe i pszczoły. Jeżeli z ekosystemu są 168 usuwani drapieżcy, to na ogół liczebność gatunków stanowiących ich pożywienie wzrasta bez ograniczeń, aż do osiągnięcia pojemności środowiska, a wtedy nadchodzi głód. Liczebność drapieżników także nie może nadmiernie wzrosnąć, ponieważ doprowadzi to do wytępienia gatunków stanowiących ich pożywienie i w końcu liczba drapieżników również zmaleje. W USA zaobserwowano wiele przykładów eksplozji populacji zwierzyny płowej, a także rozprzestrzeniania się wśród nich głodu i chorób. Do eksplozji dochodziło, kiedy wprowadzano ograniczenia polowań na te zwierzęta przez ludzi. W wielu przypadkach ludzie-myśliwi zastępują drapieżniki, które wyginęły jak szary wilk amerykański i puma. Chociaż nie jestem zawołanym myśliwym, jednak doceniam rolę, jaką odgrywają myśliwi w kontrolowaniu liczebności gatunków zwierząt dziko żyjących w Ameryce. Czasami zapominamy, że my także jesteśmy częścią przyrody. [Rodzi się tu pytanie, co się takiego przydarzyło drapieżnikom, że musimy je teraz wyręczać "w trosce o przyrodę" (przyp. red. nauk.)]. Z. - Poczekaj tutaj - szepnął Decker do Esperanzy. - Osłaniaj mnie. Najciszej jak potrafił, przeszedł przez kałuże i zatrzymał się przy łagodnie oświetlonym oknie ostatniego segmentu. Nagle Deckera oświetliło światło błyskawicy. Zauważył, że zasłony nie są dokładnie zaciągnięte i można zajrzeć przez wąską szparę do pokoju - podwójne łóżko, tania toaletka, telewizor przytwierdzony do ściany. Gdyby nie walizka na łóżku, pokój wydawałby się nie zamieszkany. Pośrodku ściany, po lewej stronie, znajdowały się otwarte drzwi, które prawdopodobnie prowadziły do pokoju obok. Znowu zajaśniała błyskawica i rozległ się kolejny grzmot. Decker zesztywniał, po czym przesunął się w stronę sąsiedniego okna. Mimo burzy słyszał głosy, ale nie był w stanie zrozumieć słów. Najpierw odezwał się mężczyzna, następnie kobieta. Może to McKittrick i Beth. Trudno było zdecydować. Może to tylko jakiś dialog z telewizji? Nagle odezwał się ktoś trzeci, mężczyzna o mocno zniekształconym, głębokim, chrapliwym głosie. Decker zdziwił się, po chwili domyślił się jednak, że jeśli była tam Beth, ktoś przecież musiał jej pilnować, gdy McKittrick pojechał po pieniądze. Wyobraził sobie Beth przywiązaną do krzesła, z luźnym kneblem zwisającym z ust. A potem pomyślał, że ktoś wpycha knebel głębiej, że McKittrick dusi ją, aż oczy wychodząjej na wierzch. Zrób coś! - Decker powiedział do siebie w myśli. Zapamiętał numer pokoju widoczny na drzwiach, wrócił szybko do Esperanzy i wyjaśnił mu, co ma zamiar zrobić. Następnie, pozostając w cieniu, popędził na ulicę, gdzie, jak pamiętał, na zamkniętej stacji benzynowej naprzeciwko motelu widział wcześniej automat telefoniczny. Szybko wrzucił monety i wybrał numer.. - Mówiłam, że się muszą spotykać osobiście! - wykrzyknęła Janeczka. -- No więc właśnie. Możliwe, że całe zebranie zrobili, ja tak uważam, Bartek też. I Wiesiowi się powyrywały różne rzeczy, brat mu wcale tego nie mówił, sam zgadł, a martwił się tą jego nogą i w ogóle trząsł się, że się ich ojciec połapie, bo ten Karol kradnie w tajemnicy przed rodziną. Ze zmartwienia tak do Bartka gadał. A co do Selera, to wiedział tyle, że leci do jakiegoś piorunująco ważnego faceta, któremu ta szajka załatwiła, albo może dała w prezencie, przepiękne mieszkanie na Fałata, bo willi nie chciał. Podobno mówił, że nie życzy sobie mieć kłopotów, jak mu będzie dach przeciekał, albo rynna się obluzuje. Ściśle biorąc, to gadali o nim przez te jego głupie poglądy, najpierw brat Wiesia pukał się w głowę na ten temat, a potem Wiesio do Bartka. I wyrwało mu się, że to poseł, no więc kto, jak nie Seler? Ilu tym posłom mogą płacić...?. Stron.. - To przez tego łobuza - odparła Genevieve.. Wielk± przykro¶ci±..

Kategorie

Dodane

Losowe:

Najlepsze: