Mam kilka paratow foto:
1) Zenit 12 xp przerobiony na klin (ustawienie ostrosci) - Nie robie nim
zdjec od lat. Kiedys odkleila sie plocienna migawka i poniewaz nosze okulary
i mialem klopoty z ustawieniem ostrosci zgodzilem sie przy okazji naprawy
na wyzej wspomniana przerobke aparatu. Po czym mi spieprzyli ostrosc na
dobre, chyba poprawili pozniej za darmo ale i tak nie zrobilem nim ani rolki
zdjec po naprawie.
2) Ciekawy Chinon albo cokolwiek innego z japonskich aparatow ( na aparacie
pisze SEARS co jest nazwa dosc ekskluzywnych domow handlowych w USA. Po
prostu jakas firma japonska zrobila dla SEARS-a ow aparat foto) Aparat ten
ma jasny widny obiektyw uniwersalny i robi naprawde niezle zjecia. Fajny do
portretowki w plenerze.
3) Olimpus IS-200 dosc uniwersalny aparat robiacy calkiem niezle zdjecia,
ale nic specjalnego. Taki lepszy "wariat". Uzywa go glownie zona i ja tez do
fot rodzinnych
4) Pentax z zomem - nie pamietam jak sie nazywa. Byl ponoc uznany najlepszy
aparat (wariat kamera) w Australii i gdzies tam jeszcze w 80-ktoryms tam
roku.
Zrobilem nim kilka rolek i na tym koniec. Jakosc optyki (i zdjec) gorsza
od powyszych. Nie ma sensu nim robic zdjec, szkoda kliszy.
5) Minolta 9xi - jasny punkt na moim niebosklonie fotograficznym. Aparat o
ktorym smialo mozna powiedziec, ze szczyze goli, p....... przerywa ciaze i
krawaty wiaze. Mimu uplywu lat dla mnie ten aparat jest czyms nie z tej
ziemi. Waga jego znacznie przekracza pancernego Zenita.
Robie nim zdjecia, ktore zawsze wychodza. Niestety nie umiem wykorzystac
potencjalu jaki w nim drzemie i tej nieskonczonej ilosci bajerow jakie
posiada.
Onego czasu mial najszybsza migawke na swiecie 1/12 000 s. Po zrobieniu
zdjecia nie slychac przesuwu tasmy - tak to szybko robi. Do tego oryginalny
obiektyw z zomem 28-105 (xi) + karty programujace.
Moze sa i lepsze aparaty od 9xi, ale ten jest moim zdaniem wart najwyszej
uwagi.
Na tym koniec prezentacji moich aparatow foto.
Przez to ze mam te aparaty a zwlaszcza Minolte 9 xi nie zdecydowalem sie
jeszcze na zakup aparatu cyfrowego. On mi niejako blokuje chec zakupu
cyfrowki.
Zreszta przez wiele lat problemem aparatow cyfrowych byly matryce z
niewystarczajaca rozdzielczoscia i
magazynowanie zrobionych juz zdjec. Nie
chcialem kupowac aparatu, ktory juz za pol roku bylby przestarzaly. Dzis
mimo ciaglego postepu w budowie, sa juz aparaty foto o przyzwoitych
parametrach, ktore maja szanse przez stosunkow dlugi czas byc wystaczajacymi
do amatorskiej i rodzinnej fotografii.
Ale tak sobie mysle, ze w koncu jednak fotografia nazwijmy ja kliszowa umrze
smiercia naturalna. Wiele firm zacznie sie wycofywac z produkcji aparatow na
klisze (juz tak sie dzieje). Laby po malu przestwia sie na sprzet do obrobki
cyfrowych zdjec.
A i sami ludzie nie beda chcieli robic 36 zdjec za iles tam zl? Beda woleli
walic je jak dzis setkami i od razu ogladac efekt na ekraniku. Przy szybkich
zdjeciach typu reporterskiego bardziej sie bedzie (chyba juz tak jest?)
oplacalo nagrywac krotkie filmiki, aby z nich wylawiac interesujace klatki
zdjeciowe niz liczyc na szczescie w uchwyceniu jakiegos waznego momentu.
Konkluzja - Nie sadzicie ze na naszych oczach umiera fotografia kliszowa?
Zwlazcza w zastosowaniach fotografii rodzinnej i typu "pamiatki z podrozy".
Cos mi sie wydaje ze niedlugo nikt nie bedzie juz kupowal nowych aparatow na
klisze, a i tez ich nie bedzie juz w sklepach? A moze juz ich nie ma?
To kwestia tylko czasu.
Zapraszam do wymiany mysli w tej sprawie.
pozdrawiam - Janusz