Uzytkownik "Black" napisal w wiadomosci
.com.pl>drzwi obu pokoi
byly przez cala noc otwarte), tak jak zwykle bezwiednie
odwracamy glowe aby zobaczyc np. xrodlo halasu. W obu
przypadkach nad lozkiem znajomej zobaczylem nachylajaca
sie nad nia sylwetke mezczyzny, ktora po 2--3 sekundach
zniknela (zaczela stawac sie przexroczysta, czy tez
coraz mniej kontrastowa, az do do zupelnego znikniecia).
Innym razem, to juz u siebie w domu, tym razem dwie noce
z rzedu, nagle cos mnie gwaltownie wybudzilo. Za pierwszym
razem moja uwage (podobnie jak w wypadku opisanym
powyzej) przykulo cos nad podloga --- poniewaz mam
dosyc ciemnoszara wykladzine, ktora w nocy (czy raczej
nad ranem) jest stosunkowo ciemna, totez nie widzialem
dokladnie, ale mialem wrazenie, jakbym widzial jakies
obracajace sie pasy czy wstegi tworzace jakies wzory.
Wizja byla bardzo niewyraxna i po chwili, w podobny sposob
jak opisany powyzej, zniknela.
Na drugi dzien, tez nad ranem, ale nieco poxniej, a wiec
kiedy bylo nieco jasniej, rowniez wybudzilem sie w opisywany
wczesniej sposob. Tym razem jednak, ku swojemu ogromnemu
zdumieniu, ktore praktycznie do dzisiaj mi towarzyszy, kiedy
to wspominam, zobaczylem cos kompletnie zaskakujacego ---
znad mojej klatki piersiowej uniosla sie jakas ruchoma
struktura, przypominajaca rodzaj zyrokompasu czy poruszajacych
sie w roznych kierunkach wsteg tworzacych okregi czy orbity,
na ktorych mozna bylo dostrzec jakies poruszajace sie po tych
orbitach kule, przy czym cala konstrukcja drgala na boki
i w gore przypominajac trzesaca sie galarete w zwolnionym
tempie. Obiekt ten uniosl sie powoli do polowy wysokosci
pokoju w kierunku jego srodka, skrecil przed wiszaca tam
lampa chcac ja ominac z przeciwnej strony i w czasie
tego manewru zaczal powoli, w znany juz sposob, zanikac.
Obiekt byl bezbarwny, ale doskonale bylo widac jego
szara sylwetke na tle jasnego sufitu. Gdy obiekt "rozplynal
sie" w powietrzu mijajac lampe, po uplywie jeszcze 2--3
sekund uslyszalem trzask plastiku stojacego na biurku monitora
(jest to dxwiek, ktory wydaje monitor stojacy na podstawce,
kiedy zaczac go obracac --- takie charakterystyczne skrzypniecie).
Biurko stoi pod oknem i w tamtym kierunku poruszal sie ten
obiekt, zanim zupelnie zniknal.
Sytuacji, w ktorych sie wybudzalem z pelna swiadomoscia
i kiedy po uplywie paru sekund slyszalem identyczne trzaski
nie bede juz nawet zliczal --- w kazdym razie bylo tego
sporo. Podobne trzaski slychac tez pod wieczor, kiedy
bez jakiejs zauwazalnej przyczny nagle monitor sobie skrzypnie.
Chcialbym sie jeszcze na chwile skupic na tym dziwnym
obiekcie. Jego ksztalt byl naprawe trudny do uchwycenia,
tym bardziej, ze ciagle sie zmienial w pewnym zakresie ---
rozciagal sie, obracaly sie tam jakies elementy, prawie
mozna powiedziec, ze przypominalo to jakies urzadzenie.
W kazdym razie odnioslem niejasne wrazenie, ze ta sylwetka
jest czyms w rodzaju cienia, rzutu albo ze widac tylko
pewien aspekt tego obiektu --- skojarzylo mi sie to
z rzutem obiektu 4D w przestrzen 3D --- nie wiem
dlaczego, intucyjnie jednak, te drgania i ruchy, ktore
ciezko opisac, mialy w sobie jakas zastanawiajaca
zaleznosc. Troche skojarzylo mi sie to z obrazem
jaki powstaje na kartce papieru, gdy umiescic nad nia
np. szescian w promieniu latarki i ktorym obracac ---
na kartce bedzie pojawial sie pewien byz moze nieoczywisty
ksztal, ale jednoczesnie obroty kostki powoduja, ze
ten zmieniajacy ksztal cien daje jakies mgliste pojecie
o zaleznosci tych zmian. Tutaj tez mialem takie
niejasne wrazenie, choc oczywiscie to tylko wrazenie.
Reasumujac: kazdemu takiemu wybudzeniu, dokladnie tak
jak piszesz, towarzyszy natychmiastowe przywrocenie
swiadomosci i to w dodatku dosyc skupionej, tak jakby
w podwyzszonej percepcji w sytuacji zagrozenia. I ja
zaobserwowalem pewne podenerwowanie i przyspieszone
bicie serca, moze nie tak duze jak po np. biegu, ale
mimo wszystko. Byc moze wiaze sie to z wyrzuceniem
adrenaliny do krwiobiegu, stad --- oprocz podwyzszonej
percepcji --- uczucie strachu. W kazdym razie, przynajmniej
na podstwie swoich doswiadczen, uwazam, ze nie byly
to wybudzenia przypadkowe, ale ze wzgledu na zewnetrzne
bodxce, zwlaszcza, ze wybudzeniu towarzyszlo ukierunkowne
zwrocenie uwagi, tak jak na codzien czynimy to instynktownie.
> Zdarzylo mi sie to kilkukrotnie w zyciu... jakies 2-3 razy
> moglo byc wiecej, ale te 2-3 razy pamietam dobrze i nigdy nie zapomne.
Oj, to mi ze 20 z okladem...
> Jak widac nie jest to odosobniony przypadek
> gdyz jest nas juz 2... moze wiecej jesli jeszcze ktos
> sie odezwie.
Count me in ;-)
> Nie mam pojecia jaka mogla byc tego przyczyna.
> Tlumaczylem to sobie zlym snem, jakims koszmarem.
W wypadku wybudzen, kiedy nic nie widzialem, ale
slyszalem tylko trzasniecie, byc od biedy daloby
sie to tak wytlumaczyc (tylko skad taki zbieg
okolicznosci z tym trzaskaniem?), jakkolwiek moje
odczucia sa zupelnie inne w tej materii. W wypadku
wybudzen, po ktorych przez chwile moglem cos
zaobserwowac, jestem praktycznie pewien, ze bylo
to wybudzenie ze wzgledu na czynnik zewnetrzny.
Ja generalnie mam bardzo lekki sen, zwlaszcza gdy
ktos wchodzi do pokoju podczas mojego snu --- w bardzo
niewielu wypadkach sie nie obudze, moze w ciagu calego
mojego zycia bylo takich przypadkow z 10? W kazdym
innym budze sie, chociaz nie zawsze od razu otwieram
oczy, po prostu czuje, ze ktos jest w pokoju, bo np.
akurat cos potrzebuje sobie wziac. Niemniej mam swiadomosc
czyjejs obecnosci.
> Pozniej czytalem prace Pajaka, w/g jego opisu moglo to byc
> uprowadzenie ale nie jestem do konca o tym przekonany,
> chociaz opisana przez niego blizne na nodze mam. Jest
> dokladnie tam gdzie gdzie miala byc, nie musialem jej
> nawet dlugo szukac. Ale czy to cos zmienia ?
Tego to ja nie wiem. Nie czytalem prac Pajaka, wiec nie
bede sie na ten temat wypowiadal. Chociaz jesli juz
mowa o uprowadzeniach, pamietam np. bardzo dziwaczny
sen, nie tylko ze wzgledu na sama "fabule", ale na
dziwne odczucie tego snu --- ani to byl zwykly sen,
ani LD... cos posredniego, ale zarazem zupelnie innego.
W tym snie unioslem sie pod sufit, _przeniknalem_
przezen (towarzyszylo temu ciekawe odczucie), przez
chwile jeszcze unosilem sie do gory, po czym pamietam,
jak trzymajac mnie za rece i nogi, niosa mnie jakies
ubrane w biale fartuchy postacie, ktore wydaly mi
sie... smiejacymi sie malpami. Sek w tym, ze w tym "snie",
im dluzej on trwal, tym bardziej niewyraxny (rozmyty)
stawal sie obraz. Trudno wiec mi dokladnie opisac
co tez za postaci mnie niosly --- skojarzenie z malpami
jest po prostu czyms, co mi najblizej sie nasuwa.
Istoty te wydawaly sie miec brazowe, nie za dlugie futro
(przynajmniej na twarzach i konczynach). Bardziej jednak
dziwila mnie panujaca tam atmosfera --- istoty te
byly z jednej strony jakby czyms podekscytowane,
z drugiej czyms rozbawione i w koncu tak jakby
wymienialy ze soba jakies zartobliwe uwagi. Dalej
juz nic z tego snu nie pamietam. A, gdyby ktos sugerowal,
ze to faktycznie jakies uprowadzenie i ze moze mam
implanty czy cos, to od razu uspokajam, ze nie mam ---
niedawno mialem RM glowy, nic takiego nie stwierdzilem. 8)
No wlasnie, czy to cos zmienia? Mysle, ze z taka
wiedza jaka posiadamy w tej chwili na temat tych
snow i zjawisk, chyba faktycznie trudno mowic o jakichs
zmianach.